poniedziałek, 1 września 2014

Śniadanie do łożka #151: Kanapka wrześniowa


Można by rzec, że 1 września to dzień jak każdy inny. Kiedyś wyczekiwałam go, żeby wreszcie zobaczyć moich przyjaciół po wakacjach. Przygotowywałam nowe zeszyty w pięknych okładkach z mocnym postanowieniem, że tym razem osiągnę najlepszą średnią w klasie i co najważniejsze dyplom za stuprocentową frekwencję na zajęciach. Życie zwykle weryfikowało moje postanowienia gdzieś na początku drugiego tygodnia września. Jednak do dziś czuję lekkie mrowienie w brzuchu na myśl o zaczynającym się roku pełnym nowych doświadczeń, radości i smutków.

Choć uczennicą już nie jestem dawno, studentką już też ( w co trudno mi uwierzyć) jak co roku odczuwam dziwne emocje wraz z nadejściem września. Mam wrażenie, że z dnia na dzień zupełnie zmienia się zapach powietrza na jesienny, wprowadzający w nostalgię. Choć zaraz potem zostaję brutalnie wybudzona z tych emocji, gdy wchodząc na klatkę uświadamiam sobie, że sąsiad jak zwykle rozpoczął tydzień od gotowania kapusty.

Moim zdaniem ten dzień zasługuje na coś wyjątkowego. Uważam to za dobre usprawiedliwienie dla jednorazowego przeniesienia cyklu śniadaniowego z niedzieli na poniedziałek. Otóż ten dzień musi rozpocząć się opracowaną przeze mnie kanapką wrześniową. Podgrzewam sobie w tosterze grubą kromkę chałki, smaruję ją kremowym kozim serem, kroję figi, zrywam kolendrę i czekam chwilę na pyszne plastry pieczonych buraków. Dla mnie te fiolety i róże świetnie komponują się z wrześniową nostalgią. Jak wrzosy, które od wczoraj zagościły w moim oknie.

Kanapka wrześniowa (2 porcje)
- 2 grube kromki chałki
- kozi ser
- 1 figa
- świeża kolendra

- 1 mały burak
- 1 łyżka oliwy
- 1 łyżka miodu
- 1 łyżka octu balsamicznego
- gałązka rozmarynu
- odrobina tabasco
- sól
- pieprz

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.
  2. Przygotuj buraki. Obierz je ze skórki i pokrój w cienkie plastry. 
  3. Wyłóż brytfankę do pieczenia papierem do pieczenia i ułóż plastry buraka. 
  4. Dodaj oliwę, miód, ocet i liście z gałązki rozmarynu. Pokrop tabasco, posól i popieprz. 
  5. Do brytfanki wlej odrobinę wody, tak żeby lekko przykryła buraki. 
  6. Umieść brytfankę w piekarniku i piecz ok. 40 minut, co jakiś czas mieszając. 
  7. Wyjmij buraki z piekarnika. Możesz podawać je na kanapce na ciepło, lub je wystudzić (to umożliwi przygotowanie ich wieczorem na poranną kanapkę). I tak i tak smakują wyśmienicie. 
  8. Chałkę podgrzej w tosterze. Posmaruj ją kozim serem. 
  9. Na serze ułóż buraki, następnie plastry figi i kilka liści świeżej kolendry. 
Śliwka

wtorek, 26 sierpnia 2014

Wtorek z kaszą #22: Kotleciki jaglane z pieczoną dynią i marynowaną marchewką





































Nie chciałabym nikogo straszyć zbliżającym się końcem lata i przekwitającymi kwiatami. Nie da się jednak ukryć, że małymi krokami nadchodzi Pani Jesień, która jarzębinę w koszu niesie. 

W mojej kuchni przeplatają się już trochę pory roku. Wszystko za sprawą sierpniowych owoców i warzyw, które trafiają w moje ręce. Na śniadanie zjadam jogurt z listkami mięty, malinami i jeżynami, czując smak wakacji. Jednak później wyjmuję z piekarnika blachę świeżo upieczonej dyni piżmowej, którą nabyłam na pięknym stoisku "Dyniowe love" w trakcie Targu Śniadaniowego w Sopocie. Kawałki upieczonej dyni dodałam do ciasta na cebulowy chleb z dodatkiem mąki pełnoziarnistej. Resztę postanowiłam wykorzystać do obiadu, oczywiście w towarzystwie kaszy, w końcu dzisiaj wtorek!




























































Kostki pieczonej dyni dodałam do ugotowanej kaszy jaglanej, razem z podsmażoną cebulką, listkami rozmarynu i tartym serem cheddar. Z masy uformowałam kotleciki, które dodatkowo obtoczyłam w bułce tartej i krótko usmażyłam. Ich wierzch ozdobiłam wstążkami marynowanej, kolorowej marchewki, którą również można dostać na sobotnim targu, ale na stoisku Gospodarstwa Przytoki

Nie mam nic przeciwko klasycznym kotletom mielonym, ale jesienne kotlety z kaszy są naprawdę niczego sobie! Zachęcam do spróbowania, niekoniecznie dziś, ale pewnego wtorku, gdy poczujecie już jesień :)

Kotleciki jaglane z pieczoną dynią i marynowaną marchewką/6-8 sztuk
  • 350 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 250-300 g dyni (wybrałam piżmową)
  • cebula
  • żółtko
  • 20 g sera (wybrałam cheddar)
  • gałązka świeżego rozmarynu (same liski)
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne
  • łyżeczka soli
  • świeżo mielony pieprz
  • białko + jajko
  • 200 g bułki tartej
  • kilka łyżek oleju roślinnego do smażenia
  • Marynowana marchewka:
  • 8 kolorowych marchewek
  • mały ząbek czosnku
  • sok z 1/2 cytryny
  • 4 łyżki oliwy
  • szczypta soli
  • szczypta pieprzy cayenne
  • świeżo mielony pieprz
  1. Dynię kroimy w kostkę, przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem, polewamy oliwą i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 30 minut w 200 stopniach, następnie studzimy.
  2. Marchewki cienko obieramy ze skórki. Następnie przy pomocy obieraczki tniemy marchewkowe wstążeczki. Przekładamy je do miseczki, dodajemy rozgnieciony czosnek, sok z cytryny, oliwę i przyprawy. Mieszamy i zostawiamy w marynacie.
  3. Na patelni smażymy posiekaną w kostkę cebulę. Przyprawiamy ją solą oraz pieprzem i studzimy.
  4. Do dużej misy wsypujemy ugotowaną kaszę jaglaną. Dodajemy kawałki pieczonej dyni, smażoną cebulę, posiekani listki rozmarynu, świeżo tarty ser, gałkę muszkatołową, pieprz cayenne, świeżo mielony pieprz, sól i żółtko. Całość mieszamy do połączenia składników.
  5. Z utworzonej masy formujemy 6-8 okrągłych kotlecików.
  6. Do miseczki wsypujemy bułkę tartą, do drugiej wbijamy białko (pozostałe po żółtku) oraz jajko, mieszamy.
  7. Uformowane kotlety moczymy w masie jajecznej, następnie panierujemy w bułce tartej i smażymy na rozgrzanym oleju po ok. 5 minut z każdej strony. 
  8. Usmażone kotlety odsączamy z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego i dekorujemy wstążkami marynowanej marchewki.
Tosia

niedziela, 24 sierpnia 2014

Śniadanie do łóżka #150: Pieczony omlet z kwiatami cukinii






































Nie od dziś wiadomo, że cierpliwość popłaca, a marzenia czasem się spełniają. Od kilku lat marzyłam o spróbowaniu kwiatów cukinii, a ostatnio w końcu trafiły w moje ręce. Na początek nafaszerowałam je ricottą oraz kozim serem i przysmażyłam krótko w piwnym cieście naleśnikowym (dokładny przepis tutaj). Ich smak mnie nie rozczarował i uznałam, że warto było czekać. Myślałam jednak, że powtórka z rozrywki szybko się nie zdarzy. Tymczasem wczoraj na Targu Śniadaniowym w Sopocie natrafiłam na pięknie stoisko Dyniowe love, na którym oprócz wielobarwnych dyni ujrzałam apetyczne kwiaty. Nie mogłabym z nimi nie wrócić do domu!

Moje drugie zetknięcie z cudownymi kwiatami zakończyło się równie apetycznie, bo wylądowały w śniadaniowym omlecie. Wierzch omletu zdobiły też plastry młodej cukinii, małego patisona i kawałki suszonych pomidorów. Całość posypałam jeszcze tartym serem i zapiekłam. Śniadanie idealne, a omletem można przy okazji podzielić się z kimś bliskim.

Ps. Przy okazji chciałabym zwrócić uwagę stałych czytelników, że to już 150 przepis w ramach cyklu Śniadanie do łóżka :)









































Pieczony omlet z kwiatami cukinii/25 cm
  • 4 jajka
  • 2 łyżki śmietanki kremówki
  • 2 młode cukinie
  • mały patison
  • 3-4 kwiaty cukinii
  • 2 suszone pomidory
  • 2 łyżki tartego sera (parmezan, cheddar lub kozi)
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka świeżo mielonego, kolorowego pieprzu
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • łyżeczka oliwy
  1. Żaroodporną formę smarujemy łyżeczką oliwy.
  2. Do miski wbijamy jaja, dodajemy kremówkę, sól, pieprz i gałkę muszkatołową - roztrzepujemy.
  3. Z kwiatów cukinii wycinamy pręciki, przepłukujemy środek wodą i osuszamy ręcznikiem papierowym.
  4. Patisona i młode cukinie kroimy w plasterki, suszone pomidory na mniejsze kawałki.
  5. Masę jajeczną wylewamy do formy. Wierzch przyszłego omletu dekorujemy przygotowanymi składnikami i posypujemy tartym serem.
  6. Formę wkładamy do rozgrzanego piekarnika i zapiekamy w 180 stopniach przez ok. 17 minut.
  7. Omlet serwujemy na ciepło lub na zimno.
Tosia

środa, 20 sierpnia 2014

Faszerowane kwiaty cukinii w cieście piwnym






































O spróbowaniu kwiatów cukinii marzyłam od kilku lat. W dzisiejszych czasach wydaje się, że wszystko można kupić, jeśli posiada się pieniądze, ale okazało się, że nie jest to prawdą. Nadal istnieją produkty trudno dostępne, o których marzy prawie każdy kulinarny smakosz.

Gdy już się je zdobędzie, nadchodzi moment pewnej nieśmiałości wynikającej z szacunku do produktu.  I tysiąc myśli w głowie, jak go wykorzystać, aby nacieszyć się smakiem.






















Z kwiatami cukinii wiążą się dwie historie. Akcja pierwszej z nich miała miejsce mniej więcej 10 lat temu, kiedy na balkonie w moim rodzinnym domu rosła cukinia. Pewnego dnia pojawił się na niej piękny kwiat, który zerwałam i włożyłam do wazonu. Po kilku dobach kwiat zwiądł i musiałam go wyrzucić.

Kilka lat później dowiedziałam się, że kwiaty te są jadalne, a wręcz prawdziwym przysmakiem. Poczułam ból, bo nie lubię wyrzucać jedzenia i obiecałam sobie, że pewnego dnia, gdy znów w moje ręce trafi kwiat cukinii, wykorzystam go w apetyczny sposób.




































Rok temu kwiaty cukinii udało się kupić Śliwce. Była tak podekscytowana tym faktem, że przekładała ich przygotowanie z dnia na dzień. Tak bardzo chciała zrobić z nich coś fantastycznego, że pewnego dnia znalazła je w lodówce spleśniałe.

Gdy wczoraj rośliny trafiły w moje ręce, postanowiłam szybko je wykorzystać. Nie chciałam kombinować za bardzo, bojąc się, że znów się z nimi coś złego stanie, więc postawiłam na pierwsze skojarzenie.

Kwiaty nafaszerowałam ricottą z kozim serem, ziołami, skórką cytrynową i czosnkiem. Obtoczyłam w prostym cieście piwnym i krótko usmażyłam na patelni. Po szybkiej sesji fotograficznej w końcu usiadłam spokojnie przy stole i rozkoszowałam się chwilą. Warto było czekać.

Faszerowane kwiaty cukinii w cieście piwnym/10 sztuk
10 kwiatów cukinii
100 g ricotty
10 g (2-3 łyżki) tartego koziego sera lub parmezanu
mały ząbek czosnku
łyżeczka soku z cytryny
łyżeczka skórki startej z cytryny
kilka listków bazylii i mięty
sól, pieprz
olej roślinny do smażenia - kilka łyżek
Ciasto:
100 g mąki pszennej
100 ml piwa
1/2 łyżeczki soli
  1. Z kwiatów cukinii wykrawamy pręciki i płuczemy środki wodą. Następnie osuszamy ręcznikiem papierowym.
  2. W miseczce łączymy ricottę z tartym kozim serem, skórką i sokiem z cytryny, przeciśniętym przez praskę czosnkiem, porwanymi listkami ziół, solą i pieprzem.
  3. W drugiej miseczce łączymy mąkę i sól. Wlewamy powoli piwo i ucieramy ciasto trzepaczką, aby było lejące i bez grudek. W konsystencji powinno przypominać jogurt.
  4. Środki kwiatów faszerujemy po łyżeczce ricotty mniej więcej do połowy wysokości. Zamykamy kwiat i zanurzamy w piwnym cieście.
  5. Kwiaty smażymy na rozgrzanym oleju, po 2-3 minuty z każdej strony.
  6. Gdy ciasto będzie rumiane, odsączamy je z tłuszczu przy pomocy ręcznika papierowego i serwujemy na ciepło. 
Tosia

wtorek, 19 sierpnia 2014

Wtorek z kaszą #21: Jaglane tabbouleh



Szybki pomysł na kaszę? W okresie letnim świetnie sprawdzi się tabbouleh. Tę sałatkę klasycznie przygotowuje się z użyciem kuskusu, lub kaszy bulgur, ale ja jak zwykle stawiam na moją ukochaną jaglankę. Świetnie smakuje w towarzystwie świeżych, letnich warzyw, a dodatkowe orzeźwienie zapewni jej świeża mięta.

To już kolejna odsłona naszego cyklu "wtorek z kaszą", a ja nie mogę już zliczyć osób, które w tak krótkim czasie rozkochałam w kaszy. Znajomi z pracy przynoszą ją na obiad, a ja bezczelnie ich z kaszy objadam. Inna koleżanka błaga kaszę o litość, bo od tygodni nie jest w stanie zjeść nic innego. Niezmiernie mnie to cieszy! Jeśli jeszcze nie dołączyliście do "okaszałych", nie wahajcie się dłużej!

A teraz wybaczcie, zmykam na koncert Justina. Jeśli nie zobaczycie więcej moich przepisów, wiedzcie, że dałam mu się porwać i będę gotować już na zawsze tylko jemu:)

Jaglane tabbouleh (4 porcje)

-150 g kaszy jaglanej (waga suchej kaszy)
- 400 ml wody
- 4 porządne szczypty soli

- 300 g pomidorków koktajlowych
- 1 ogórek szklarniowy
- 7 rzodkiewek
- 15 g posiekanej świeżej mięty
- 15 g posiekanej świeżej natki pietruszki
- 40 g posiekanego szczypiorku
- 1 ząbek czosnku
- sok z połówki cytryny
- 1 łyżka miodu
- pół ostrej chilli (na przykład habanero)
- 3 łyżki oliwy
- sól
- pieprz

  1. Ugotuj kaszę w wodze z solą. Gotuj aż pochłonie całą wodę, przemieszaj i odstaw do ostygnięcia. 
  2. Pokrój pomidorki w ćwiartki, ogórka obierz ze skórki i poszatkuj.Wrzuć do miski. 
  3. Poszatkuj rzodkiewki i dorzuć do miski. 
  4. Dodaj posiekane zioła, przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku i posiekane chilli.
  5. Dopraw sokiem z cytryny, miodem, oliwą, solą i pieprzem. 
  6. Dodaj wystudzoną kaszę i wszystko dobrze wymieszaj. 
  7. Podawaj na zimno. 
Śliwka

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Pieczona kukurydza w boczku z czosnkowym masłem z chilli

Mówi się, że najbardziej doceniamy coś, gdy to tracimy. Dlatego co roku w sierpniu powtarza się podobny scenariusz. Objadam się świeżą kukurydzą, bo wiem, że zimą będę za nią stęskniona, a żółte ziarenka z puszki niestety nie są w stanie dorównać krewnej w kolbie.

Przypuszczam, że w ciągu kilku tygodni żółte kolby w warzywniaku zastąpi rumiana dynia, więc staram się z niej korzystać, póki jest. Kukurydza wiele do szczęścia nie potrzebuje, ale to nie znaczy, że nie można z nią eksperymentować.

Moim tegorocznym odkryciem jest zawijanie jej w plastry wędzonego boczku. Słodka kolba owinięta w chrupiący i słonawy boczek, posmarowana pikantnym masłem czosnkowym z papryczką chilli i skropiona kwaskowatym sokiem z limonki smakuje cudownie. I zdecydowanie zaspokaja kukurydziane pragnienia. Poniżej przedstawiam przepis na wersję pieczoną, chociaż próbowałam też ją robić na grillu i wyszła równie smaczna.

Pieczona kukurydza w boczku z czosnkowym masłem z chilli/ 3 kolby
  • 3 kolby kukurydzy
  • 12 plastrów wędzonego boczku
  • 50 g masła
  • 1-2 ząbki czosnku
  • 1/2 papryczki chilli
  • łyżeczka soli
  • świeżo mielony pieprz
  • limonka
  1.  Kolby obieramy z niteczek i liści. Wewnętrzne listki zostawiamy, odwracając je na drugą stronę kolby.
  2. Na patelni topimy masło, gdy będzie już rozpuszczone dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekane chilli, sól i pieprz. Mieszamy.
  3. Kukurydze smarujemy masłem i owijamy w dwóch miejscach podwójnymi plastrami boczku.
  4. Tak przygotowane kolby kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem i wstawiamy do rozgrzanego pieca.
  5. Pieczemy przez 25 minut w 200 stopniach. Kolby podajemy na ciepło, skropione sokiem z limonki.
Tosia

czwartek, 14 sierpnia 2014

Czekoladowe magdalenki z borówkami i bazylią



































Życie towarzyskie blogerki kulinarnej nie zawsze jest usłane różami. Ludzie często boją się nas zapraszać na imprezy i spotkania, gdzie serwowane jest jedzenie. Obawiają się, że nie będą w stanie rozpieścić naszych podniebień i usłyszą gorzkie słowa na temat ich potraw. Tymczasem jest zupełnie inaczej, bo każdy miłośnik dobrej kuchni jest w stanie docenić nawet nieudane danie, jeśli zostało przygotowane od serca. Na szczęście wiedzą o tym bliscy, z którymi lubię biesiadować godzinami nad jedzeniem.

Dzisiejszy poranek zaczęłam od śniadania przy dziesięcioosobowym stole. Celebrując pierwszy posiłek stwierdziliśmy, że apetyczne rozpoczęcie dnia w miłym towarzystwie wróży udany cały dzień. I rzeczywiście, wieczorową porą mogę już stwierdzić, że zaliczam go do udanych. A będzie jeszcze bardziej, bo zakończę go również kolacją w miłym gronie. 

W gościnę staram się nie przychodzić z pustymi rękami, dlatego na śniadanie upiekłam pomidorowe bułeczki, a kolację zakończymy deserem w postaci czekoladowych magdalenek z niespodzianką.



































Cytrynowe magdalenki to ulubione ciasteczka mojej przyjaciółki. Postanowiłam sprawić jej bezinteresownie przyjemność i upiec je w nowej wersji. Tym razem magdalenki są czekoladowe, a ich środek zdobią borówki i orzeźwiające listki świeżej bazylii. Upieczone ciasteczka trzeba koniecznie posypać cukrem pudrem!

 Czekoladowe magdalenki z borówkami i bazylią/ 40-45 sztuk
  • 200 g mąki pszennej
  • 200 g masła
  • 3 jajka
  • 100 g cukru
  • 10 g proszku do pieczenia
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 100 g borówek
  • kilka listków świeżej mięty
  • cukier puder
  1. Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia od misy.
  2. Jajka ubijamy z cukrem na puszysty kogel-mogel.
  3. Do rondla wlewamy wodę, ustawiamy nad nim miseczkę z masłem i czekoladą. Rozpuszczamy w kąpieli wodnej, następnie masę czekoladową studzimy.
  4. Ostudzoną płynną czekoladę dodajemy powoli do masy jajecznej i ubijamy mikserem lub trzepaczką.
  5. Wsypujemy powoli mąkę z proszkiem do pieczenia i jeszcze chwilę ubijamy/mieszamy, do połączenia składników.
  6. Tak przygotowaną masę wkładamy do lodówki na minimum godzinę (ja włożyłam na noc).
  7. Po tym czasie foremki do magdalenek smarujemy topionym masłem, obsypujemy mąką i wrzucamy porwane listki bazylii.
  8. Wykładamy do łyżeczce masy do każdej foremki. W ciasto wbijamy po borówce.
  9. Magdalenki wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 5 minut w 190 stopniach. Następnie wyłączamy piekarnik na minutę. I znów włączamy, tym razem nastawiamy temperaturę 160 stopni. Magdalenki dopiekamy przez kolejnych 5 minut.
  10. Upieczone ciasteczka posypujemy cukrem pudrem.
Tosia
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...